Zapraszamy do wywiadu o obrońcą tytułu Mistrza Polski, Wojtkiem Nowiszem.
L.S. Zacznę od pogratulowania Ci obronienia tytułu Mistrza Polski. Powiedz, jako obrońca tytułu startuje się łatwiej czy trudniej?
W.N. Dziękuję, bardzo się cieszę, że udało mi się po raz trzeci zdobyć tytuł Mistrza Polski i jednocześnie zrobię wszystko żeby nie był to ostatni tytuł. Jeżeli chodzi o Twoje pytanie to odpowiedź jest prosta: zdecydowanie trudniej jest być faworytem. Wtedy wszyscy oczekują od ciebie, że wygrasz każdy mecz, a jakakolwiek przegrana to duże zaskoczenie. Kiedy nie należałem do ścisłych faworytów, tak jak w 2008 roku kiedy zdobyłem pierwszy tytuł, presja była znacznie mniejsza.
L.S. Na jakie elementy gry poświęcałeś najwięcej czasu w przygotowaniach do IMP?
W.N. W tym roku przede wszystkim skupiłem się na mobilizacji do treningów, bo z tym były problemy. A tak na serio, to moje treningi w Anglii to głównie praca nad drop shotami (skróty) i wolejami. A w Warszawie pracowałem nad kondycją, bo łatwe wygrane na początku sezonu bardzo mnie rozleniwiły i kiedy Marcin zaczął ze mną wygrywać na turniejach okazało się, że ja po prostu nie mam siły tyle biegać.
L.S Czy przesunięcie terminu mistrzostw nie zaburzyło trochę Twojego cyklu przygotowań?
W.N. Nie ukrywam, że byłem niezadowolony z tego faktu, szczególnie, że termin został przesunięty aż o 1,5 miesiąca. Była to siła wyższa i rozumiem organizatorów, choć byłem zwolennikiem wcześniejszego rozegrania IMP 2010, niż to miało miejsce.
L.S. Czy uważasz ,że udział w ETC pomógł Ci w „przetarciu” się przed IMP? Większość meczów grałeś z zawodnikami grającymi lepiej niż nasza krajowa czołówka. Czy to w jakiś sposób Ci pomogło czy wręcz przeszkodziło w przygotowaniach do mistrzostw Polski?
W.N. Rozgrywanie meczy na turniejach międzynarodowych zawsze jest dobrym doświadczeniem. Inni przeciwnicy, z reguły dużo bardziej wymagający, mobilizują mnie do zaciętej walki i dalszych treningów. Po ETC, podobnie jak po przegranych z Marcinem, zacząłem się zastanawiać, co z moją kondycją. Szczerze mówiąc, nie wiem czy te zawody miały wpływ na wyniki w IMP. Z jednej strony grałem z lepszymi, a z drugiej to grałem właściwie jeden mecz dziennie, który z reguły był krótki. Na pewno więcej czasu na korcie spędziłbym w Warszawie.
L.S. Czy lepiej się stało, że IMP rozegraliście po ETC czy pierwotna kolejność byłaby korzystniejsza?
W.N. Ciężko stwierdzić, która kolejność była korzystniejsza. Została ona nam narzucona odgórnie, więc trzeba było grać w tej kolejności, a nie rozpatrywać a co by było gdyby…
L.S. Jak ocenisz klub, w którym graliście ETC? Jakość kortów, klimatyzacja, szatnie. Czy pod tym względem dorównujemy europie czy też zwracamy większą uwagę na jakość kortów i standard klubu?
W.N. I tu pewnie zaskoczę niektórych niedowiarków i krytyków, ale niektóre kluby w Polsce są na najwyższym światowym poziomie. Jako, że squash w Polsce jest stosunkowo nowym sportem to i zaplecze mamy dużo nowocześniejsze niż inne kraje. Za granicą kluby z reguły są wiekowe, korty są betonowe, a amortyzacja podłóg często pozostawia wiele do życzenia. Francuski klub miał pewne wady – na kortach było bardzo gorąco, a przy niektórych kortach było zbyt mało miejsca dla publiczności jak na tak wielkie zawody, ale według mnie ogólnie był w porządku.
L.S. A jak oceniasz występ swój na ETC? Jaki cel postawiłeś sobie przed wyjazdem?
W.N. Chciałem wygrać choć jeden mecz, no i udało mi się wykonać plan minimum. Wygrałem z numerem jeden Chorwacji, a ponadto udało mi się wygrać seta z Cypryjczykiem, co było miłym zaskoczeniem. Wiem, że za rok będę chciał podnieść sobie poprzeczkę, ale wiąże się to z dużą ilością treningów na korcie i poza nim.
L.S. Z których z rozegranych meczów jesteś zadowolony, a które zagrałeś poniżej własnych możliwości?
W.N. Na pewno w każdym z tych meczy mogłem choć troszkę lepiej zagrać, ale jestem pewien że zawsze dawałem z siebie wszystko. Nie do końca jestem zadowolony z taktyki jaką przyjmowałem na niektóre mecze, ale wynika to też z wciąż niewielkiego doświadczenia.
L.S Od jakiegoś czasu jeździsz trenować do Bristolu. Czy każdy może tam pojechać ? Co dają Ci takie wyjazdy?
W.N. Zgadza się, w Bristolu byłem już wielokrotnie i nie ukrywam, że nadal będę starał się odwiedzać to miejsce jak najczęściej. Właśnie tam mam okazję trenować z trenerami światowej klasy, którzy pozwalają mi się rozwijać. Istotne są też sparingi oraz wspólne treningi z zawodnikami reprezentującymi wyższy poziom ode mnie. Jest to miejsce dostępne dla wszystkich tych, którzy mają zapał by ciężko trenować.
L.S. Kto w Bristolu jest Twoim trenerem, a kto sparingpartnerem?
W.N. Trener to Hadrian Stiff, ale brałem też lekcję u bardzo doświadczonego trenera Nick’a Drysdale’a. Sparingpartnerów jest wielu m.in.: James Snell, Jethro Binns, Mike Harris, Dan West, Theo Anderson, Konrad Tyma i wielu lokalnych juniorów, którzy zawsze są chętni do gry.
L.S. Na co kładzie się największy nacisk podczas treningów?
W.N. W moim przypadku podejście jest indywidualne. Przyjeżdżając tam rozmawiam z Hadrianem jakie mam problemy z techniką czy taktyką, on próbuje się do tego ustosunkować, a później razem ustalamy program treningów na czas mojego pobytu.
L.S. Jak w Bristolu jest rozwiązana kwestia kształcenia juniorów?
W.N. Jest to szeroki temat i na pewno warto pojechać i samemu zobaczyć jak to wygląda, tak jak to zrobił np. Paweł Szostek który odwiedził tamtejszą szkółkę aby podpatrzeć jak wygląda angielski system szkolenia dzieciaków. Na pewno warto zauważyć, że juniorzy głównie trenują w dużych grupach na wielu kortach, a trenerzy chodzą między kortami i nadzorują, dając dzieciakom cenne uwagi. Ponadto wiele ćwiczeń opartych jest na rywalizacji. Na tej podstawie napisałem i właśnie obroniłem pracę licencjacką o temacie: Modele organizacji squasha w Polsce i Anglii - analiza porównawcza.
L.S. Dziękuję CI za poświęcony czas, jeszcze raz gratuluję i życzę powodzenia.